środa, 4 listopada 2015

Rozdział 2

Kiedy wróciliśmy do szkoły, upłynęły nie całe dwie godziny. Storm mnie nie naciskała. Nie mówiłam jej o śnie, który miałam w nocy. To było przerażające. Dlatego wolałam zostawić to na boku. Żeby nie martwić innych. Szczególnie Hanka i Profesora. Chociaż ten drugi już pewnie dobrze o tym wiedział...
Założyłam sobie za ucho zagubiony kosmyk włosów i wstałam z fotela. Zauważyłam, że Kendall wpatruje się we mnie z zaciekawieniem.
-Jesteś, drobna, chociaż ciężka. - powiedział, oblizując sobie usta. - Dlaczego?
Nie odpowiedziałam mu, tylko stanęłam naprzeciwko niego. Uniosłam rękę, zaciskając ją w pięść. Błyskawicznie wysunęłam szpony na co on otworzył szeroko oczy.
-Auć... - jęknął, jakby z bólu, chociaż ja niczego mu nie zrobiłam. - Kości ze stali?
-Pokryte stalą. - poprawiłam. - Nie krępuj się. Wyczytaj to z mojej głowy. Wiem, że słyszysz moje myśli. Wszystko gra, jestem przyzwyczajona.
I taka była prawda. Miliony razy Profesor i Jean siedzieli w mojej głowie, bo „się o mnie martwili”, co nie ukrywam, lekko mnie denerwowało.
-Nie miałem pojęcia, że wiesz. - powiedział niepewnie. - Kim jest Bestia? Ciągle o nim myślisz. „Zabili go”, „Dzięki bogu to tylko sen”, „Wszystko z nim w porządku”.
Cytował moje niewypowiedziane słowa, tak lekko, jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, jaka byłam tym przerażona. A przecież musiał wiedzieć. Czytał w moich myślach.
-Przyjaciel. - odpowiedziałam krótko. - Chodź do środka. Trzeba Ci wybrać nowe ubrania.
-Ubrania też dostanę? - zdziwił się, idąc za mną dziedzińcem. Na skraju boiska do koszykówki Storm rozmawiała o czymś z Jean, gdzie jeden z teleporterów grał sam ze sobą.
-Wszystko, co Ci potrzeba. Jedyne, czego od Ciebie oczekujemy to uczęszczanie na zajęcia i szacunek. Profesor to bardzo mądry i dobry człowiek. Wiele dla nas robi.
-Dlaczego mi to mówisz?
-Bo jesteśmy właśnie w jego domu. - wyjaśniłam, otwierając szeroko drzwi. - Witaj w szkole dla mutantów. Będziesz tu mieszkał, uczył się i poznawał podobnych do siebie. Przygotowaliśmy Ci ubrania. Na początku porozmawiasz z Profesorem. Później ktoś oprowadzi Cię po willi.
Otworzyłam kolejne drzwi, gdzie znajdowały się długie wieszaki używanych ubrań.
-Bierz, co chcesz. - oznajmiłam, wpuszczając go do środka. - Mamy wszystkie rozmiary. Z tyłu jest łazienka. Wykąp się. Czekają czyste ręczniki. Dam Ci chwilę.
I wyszłam zostawiając go samego ze startą ubrań. Wbiegłam po schodach na drugie piętro i weszłam do gabinetu Profesora. Odwróciłam się, zamykając za sobą drzwi i zaniemówiłam. Na kanapie siedziały dwie osoby. Jakiś chłopak i Kitty. Kitty miała na sobie tylko dresy i ręcznik na głowie. Chłopak właściwie też, jakby przyszedł tu nagi.
-Coś mnie ominęło? - zapytałam, spoglądając to na nią, to na Profesora.
-Kąpałam się! - wykrzyczała, wskazując na chłopka. - I nagle pojawił się on!
-Wybacz, nie wiedziałem, że ktoś tam jest. Jeśli bym wiedział, skręciłbym inną rurą. - odpowiedział, próbując się do niej lekko przysunąć, ale Kitty uparcie trzymała się od niego z daleka. Jakoś mnie to nie dziwiło.
-Poznaj Carlosa. - usłyszałam głos Profesora, który wyjechał z zaplecza na swoim wózku. - Potrafi zamienić swoją materię w wodę.
Uniosłam brwi, spoglądając na chłopaka, który siedział z boku i tylko wzruszył ramionami. Kiedy jest pod postacią wody, nie mogę odczytać jego myśli. - usłyszałam w głowie głos Profesora. - Znałem kiedyś kogoś takiego. Miała silne zdolności telepatyczne. Wygląda na to, że u niego ta zdolność jeszcze się nie wykształciła.
Drzwi otworzyły się z cichym trzaskiem i do gabinetu wszedł tata, prowadząc za sobą Kendalla. Wyglądał lepiej. Był czystszy i miał na sobie ciuchy, które były w całości.
Tata skinął na mnie głową, a ja wyszłam na korytarz, mając zamiar iść do swojego pokoju.
-Nie wiesz, gdzie jest Kitty? - podskoczyłam na dźwięk głosu Emily. Omal nie spadłam ze schodów. - Miała wrócić zaraz po prysznicu.
Odwróciłam się i zobaczyłam, że dorównuje mi kroku, niosąc za sobą krzesło, które zwisało na jej ogonie. U niej to była norma. Często tak chodziła.
-Jest u Profesora. - odpowiedziałam, mając zamiar iść do pokoju. Otworzyłam drzwi, zauważając że w naszym pokoju jest Warren. - Coś zaszło między nią, a nowym...
-Coś zaszło... - prychnęła, powtarzając za mną.
-Co Ty tu robisz? - zapytałam go. - Twoja sypialnia jest po drugiej stronie.
-Wiem, ale Wy macie większe drzwi balkonowe. - odpowiedział, siadając obok Emily na łóżku.
Pokręciłam głową, zdejmując marynarkę. Zanim ściągnęłam z siebie bluzkę, spojrzałam wymownie na Warrena, który otoczył się własnymi skrzydłami, jak to miał w zwyczaju.
-Na mnie nie patrz. Sama widziałaś mojego wacka przynajmniej cztery razy.
Pokręciłam głową i ściągnęłam bluzkę przez głowę i włożyłam koszulkę do koszykówki. Tak... to nie pierwsze wariactwo w tej szkole.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~Więcej z siebie nie wykrzeszę. Tyle dałam naraz, więcej nie wycisnę. Sorki... Jak obiecałam, dzisiaj jest dzień potrójnej premiery. Ale o tym więcej pod notką na LA. Czyta to ktoś? Bo już muszę się brać za rozdział trzeci. I oby mi się to udało. Trzymajcie się!

2 komentarze:

  1. uuu :D Carlos może wykorzystywac swą moc do podglądwania fajnych lasek pod prysznicem :D Hahah! Jestem głupi :)
    Kendall dostał jeść, umył, się, dostał ubrania. Dobrze mu teraz bd. Zobaczymy jak to dalej sie potoczy.
    Krzesło na ogonie? No okej. Jak kto lubi :D
    Ten kolo siedzi u nich w sypialni tylko dlatego że mają większe drzwi balkonowe? Dziwny... I jeszcze ten tekst o wacku. Chyba wolę nie wnikac :)
    SUper rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale to o Wacku mówił Warren czy Emily? xd Czasem czytam bez zrozumienia i nie ogarniam xd carlos ty świntuchu! ale nie powiem ... ciekawa moc ;D

    OdpowiedzUsuń